fbpx
Uczenie przez mówienie do siebie

Uczenie przez mówienie do siebie

Pewnie nie raz słyszeliście powiedzenie, że mówienie do siebie to w końcu spotkanie godnego siebie partnera do rozmowy. I coś w tym jest.W przypadku nauki języka obcego, ale nie tylko, nasz mózg wykorzystuje szereg sposobów, aby przyswoić informacje. Mózg nie lubi nudy, dlatego im więcej zmysłów angażujecie w proces uczenia, tym większe szanse, że będzie to proces zakończony sukcesem.

Pod słowem sukces kryje się możliwość komunikowania w języku obcym, bowiem  uczymy się po to, aby móc rozmawiać.

   

Jednym ze sposobów usprawniających szeroko rozumiane mówienie w języku obcych jest powtarzanie sekwencji na głos. I tutaj mamy kilka trików, aby wprowadzić to w czyn.

  1. CZYTANIE NA GŁOS. Wasz głos w języku obcy brzmi inaczej, pewnie nie raz się o tym przekonaliście. Niby należy do Was, ale jest jakiś inny. Z tą nową barwą też należy się oswoić. Po zajęciach z lektorem nie ma z kim porozmawiać. Uczenie języka  to proces długotrwały i największa pracę musicie odbyć sami w domu. Lektor się za Was nie nauczy. Okrutna prawda. Możecie mówić, że nie znacie nikogo z kim można by po zajęciach poćwiczyć mówienie. Dlatego wykorzystajcie to, co macie pod ręka, czyli siebie!  Co można czytać? W zasadzie wszystko co nie jest po polsku. Weźcie sobie czytankę, książkę, odpalcie artykuł w internecie. Czytajcie na głos. I nie ma tutaj znaczenia, że akcent będzie nie taki, czy wymowa niepoprawna. Celem jest oswajanie się ze swoim głosem, z wypowiadaniem obcych słów na głos. To przełamuje pewne bariery, które samoistnie tworzą się w naszych głowach.
  2. MÓWIENIE DO SIEBIE. Może zadacie sobie pytanie, ale o czym mam mówić? O wszystkim! Idziecie na spacer z psem, jedziecie rowerem. sytuacji jest multum. Jesteście wtedy sami, nie musicie się nikogo wstydzić. Mówcie prostymi zdaniami, streśćcie swój dzień, plany, marzenia, opowiedzcie swoje sny. Mówcie do psa, kota- oni są najwierniejszymi słuchaczami. Spróbujcie opowiedzieć sobie film, który oglądaliście, albo streścić książkę, o której chcielibyście opowiedzieć przyjacielowi. W tej prostocie ukryta jest metoda. Podczas konwersacji tych prawdziwych nie będziecie mieli pod ręką translatorów, słowników, pomocy naukowych. Dlatego ćwiczcie mówienie, gdy tylko jest ku temu okazja. W sytuacjach, gdy będziecie mogli porozmawiać w obcym języku będziecie gotowi:D
  3. POWTARZANIE SEKWENCJI. Kolejnym sposobem na ćwiczenie mówienia jest powtarzanie zdań. W erze miliarda możliwości, wystarczy, że odtworzycie filmik z YouTube, czy nagranie audio z podręcznika do nauki języka. Sekret polega na tym, że musicie sobie dane zdania powtarzać na głos za mówiącym. Pauza pozwoli Wam skupić się na kilku zdaniach i ćwiczyć na ich podstawie akcent, intonację, wymowę. Zwróćcie jednak uwagę na jakość nać sigrania i bynajmniej nie chodzi tutaj o jakość mp3,  a o nagranie wartościowe pod względem wykonania. Najlepiej gdy będą to źródła przeznaczone do nauki języka. Jak czerpać, to od najlepszych.
  4. ŚPIEWANIE. Nauka jest najbardziej przyjemna wtedy, gdy robimy coś, co lubimy. Śpiewanie jest bez wątpienia jedną z takich czynności. Często słyszycie ulubioną piosenkę w języku włoskim. Coś tam pomruczycie pod nosem, zaśpiewacie co 4 te słowo. Można pójść o krok dalej. Sięgnąć po tekst piosenki i zaśpiewać ją w całości. Wiadomo, że konstrukcje językowe użyte w treści nie zawsze są gramatycznie poprawne, jednak śpiewając można nauczyć się wielu nowych słów i po raz kolejny oswoić się ze swoim obcym głosem.

Te cztery proste metody bardzo łatwo można wprowadzić w rytm dnia codziennego, odrobina samozaparcia i za kilka miesięcy zobaczycie ogromny postęp, jaki dokonał się poprzez systematyczną i ciężką pracę. I nie czekajcie do jesieni, a mówienie do siebie zacznijcie już dzisiaj, nie ma na co czekać!

Sicilian Ghost Story

Sicilian Ghost Story

„Sicilian Ghost Story” z 2017 roku,  baśń z  elementami dramatu, dzieło  Fabio Grassadonia i Antonio Piazza.

Sicilian Ghost Story to film o małej sycylijskiej wioseczce (un piccolo paese siciliano), na pograniczu lasu (ai margini di un bosco), w której mieszka Giuseppe (Gaetano Fernandez). Ten 13 -letni chłopiec (un ragazzino di tredici anni) pewnego dnia znika (scompare). Luna (Julia Jedlikowska), zakochana w nim (innamorata di lui) koleżanka z klasy (una compagna di classe), postanawia odnaleźć go. Jest zmuszona wejść do mrocznego świata, który pochłonął Giuseppe. Tylko niezniszczalna miłość (indistruttibile amore) będzie  w stanie wyzwolić go z otchłani ciemności.

Fabio i Antonio przedstawili w filmie świat wyłącznie (prettamente) bajkowy (fiabesco), wplatając w fabułę sycylijską scenerię. Przeplatanie się ze sobą hipnotycznych obrazów zyskuje jeszcze bardziej na wartości odbiorczej dzięki zdjęciom fotografa Luca Bigazzi. Świat nadprzyrodzony (soprannaturale) miesza się z rzeczywistością (la realtà) pozostawiajac widza na granicy zachwytu.

Sicilian Ghost Story to przygoda na pograniczu jawy i snu, oglądnijcie zwiastun. A końca nie oczywiście Wam nie zdradzę, bo ominęło by Was to, co najlepsze.

 

 

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=TSIz4ZoX8Vs

 

Historia Walentynek

Historia Walentynek

Czy wiecie dlaczego święty Walenty został patronem zakochanych? Dlaczego właśnie 14 lutego obchodzimy to święto? I czy jest to kolejny wymysł amerykańskiej kultury?

Początków Walentynek należy szukać w czasach średniowiecza. Obchodzenie ich prawdopodobnie nawiązuje do rzymskich Lupekariów.

Lupekaria to dawne rzymskie święto religijne ustanowione przez Euandrosa i obchodzone 15 lutego, a właściwie 14-15 lutego, z Dniem św. Walentego włącznie. Pierwotnie poświęcone Luperkusowi, pasterskiemu bogu plemion italskich chroniącemu przed wilkami.

O samym Walentym wiadomo niewiele. Informacje o patronie zakochanych są skąpe, a wersji co najmniej kilka. Trudno więc potwierdzać ich autentyczność. Jednak w każdej opowieści jest ziarno prawdy i to od Was zależy z którą z nich będziecie chcieli się utożsamić.

Walenty był biskupem obecnej Terni, miejscowości położonej 100 km od Rzymu. Inna wersja określa Walentego mianem kapłana rzymskiego, czy też lekarza. Jego śmierć datowana jest na 14 lutego 270 r.

Czym jednak zasłużył sobie na bycie patronem? Jedna z legend mówi, podczas gdy na cesarskim tronie zasiadał  Cesarz Klaudiusz II Got, obowiązywał  w kraju zakaz zawierania ślubów przez młodych mężczyzn, którzy o wiele lepiej mogli przysłużyć się armii. Ich miejsce było w legionach, a nie w domu. Nie mając rodzin byli całkowicie oddani sprawie, bez rozpraszania przez rodzinne zobowiązania. I tutaj pojawia się Walenty, który to złamał ten zakaz, błogosławiąc parom i zubażając legiony.

Inna legenda głosi, że Walenty zakochał się w niewidomej córce strażnika, która to pod wpływem jego głębokiej i prawdziwej miłości odzyskała wzrok. Okrutny cesarz, nakazał Walentego stracić, ten zaś przed śmiercią, napisał list do swojej ukochanej. Popisał go zwrotem  „dal tuo Valentino”, czyli od Twojego Walentego. To zapoczątkowało tradycję wysyłania miłosnych wyznań z takim właśnie podpisem.

Terni co roku staje się miejscem, do którego narzeczeni zjeżdżają właśnie 14 lutego, by przy grobie patrona zakochanych dać słowo, o powiedzeniu sakramentalnego tak, do końca roku.

Popularność tego święta łatwo zauważyć już na kilka dni przed, gdy wystawy mienią się na czerwono, a ze wszystkich sklepów, reklam, telewizji przypomina się o Walentynkach.

Święto to można obchodzić czy z ukochanym, czy z przyjaciółmi, bądź z osobami, które są dla nas ważne. A jeżeli tego święta nie lubicie, to można zagryźć chandrę czekoladowym sercem:)

Nawyku, gdzie jesteś?

Nawyku, gdzie jesteś?

Styczeń już za nami, większość z Was zrobiła zapewne listę celów do osiągnięcia na ten rok. Pewnie część z nich dotyczy nauczenia się, opanowania, czy wyszlifowania języka obcego. Z doświadczenia wiem, że pierwszy zapał wyparował i powoli wkradł się brak motywacji, z całym zapasem wymówek. Oj wymówki mają to do siebie, że znajdują się same i wystarczy sekunda, by mieć ich cały zapas pod ręką.

Entuzjazm ma to do siebie, że znika równie szybko jak się pojawił. A co najgorsze jest złym doradcą. Początkowo w naszej głowie snują się wizję, jak podchodzimy do egzaminu językowego, ba! My już mamy certyfikat  w ręce! Wizualizacja naszych zdolności wznosi nas oczami wyobraźni na wyżyny i nagle kończy się paliwo, a my siedzimy osowiali, bo wiemy, że nic z tego nie będzie. Znowu się nie udało. W tym stanie przeczekamy do kolejnego stycznia i znowu sobie naobiecujemy cudów.

Aby zapobiec takiemu wypaleniu i doprowadzić nasze cele do szczęśliwego finału  nie wystarczy sam zapał, potrzebny jest NAWYK.  Część z Was pomyśli, że poza lenistwem nie ma lepszych genów. Nic bardziej mylnego:) Trochę wiary w siebie Drodzy Czytelnicy.

Zajmijmy się przez chwilę sprawą nawyków. Dam wam przykład z pójściem do kina, idziemy na film, sięgamy po paczkę chipsów, jemy jeden po drugim. Wiemy, że przybywa nam od nich centymetrów tu i ówdzie, ale to silniejsze. Kino to taki rytuał, który kojarzy się z czymś niezdrowym, pysznym, zakazanym i jedzonym tylko tam (chociaż niekoniecznie). Czy w kinie sięgamy po sałatę i ogórki? …..Znacie odpowiedź. To kwestia nawyku. Kino = CZIPSY, POPCORN. Mamy to zakodowane od zawsze. A gdyby jednak zmienić ten szyfr na coś innego? Przeprogramować swoją głowę na marchew i jabłko?

Mawia się, że potrzeba 30 dni, aby przekodować swoje działania/ myśli na inne tory. Wiadomo, że nawyki mogą być dobre i złe. My będziemy wzbudzać w sobie jedynie te dobre, złych uczymy się samoistnie i nie trzeba tego nawet ćwiczyć. Jak w ogóle zacząć?

Wyznaczmy sobie za cel: CODZIENNIE PRZEZ 20 MIN BĘDĘ „OBCOWAŁA” Z JĘZYKIEM WŁOSKIM. Macie do wyboru:

  • książka po włosku
  • serial po włosku
  • film po włosku
  • włoska gramatyka
  • czytanka po włosku
  • włoska muzyka
  • ćwiczenia audio po włosku

Tak, tak wszystko po włosku. Możecie zacząć czytać jakąś dowolną książkę w tym języku, za miesiąc będziecie mieli za sobą pierwsza obcojęzyczną lekturę na koncie!

Samo wyznaczenie celu to jeszcze nie wszystko, to musi Wam „wejść w krew”. Dlatego warto wyznaczyć sobie porę kiedy będziecie to robić. Zdaje sobie sprawę, ze grafiki możecie mieć napięte do granic możliwości, jednak sztuka wymaga ofiar. Wyznaczenie jednej godziny, nauczy Was systematyczności, stanie się rutyną, a stąd prosta droga do nawyku.

Starajcie się wyznaczać jeden nawyk na raz, ambitnie możecie chcieć więcej, jednak nie ma co przeciążać głowy taka odpowiedzialnością. Dajcie sobie miesiąc, jeżeli Wam się spodoba to dołóżcie następny. Tym bardziej, że pierwszy cel stanie się pełnoprawnym nawykiem, a drugi będziecie wdrażać w życie, tam samo jak ten pierwszy.

Pomocne może być zakomunikowanie tej walki światu, w erze cyfrowej możecie opublikować to postanowienie i spowiadać się publicznie każdego dnia z małego sukcesu. Nic nie działa lepiej jak obawa przed publiczną kompromitacją. Bo wtedy nie przegrywacie jedynie ze sobą, ale musicie przyznać przed innymi, że się nie udało. Brzmi drastycznie? Czasem nie ma innej rady, jak mieć nad sobą bat:) Poza tym, znajomi będą was dopingować i wtedy wszystko wydaje się łatwiejsze do zrealizowania.

 Dzisiaj jest pierwszy dzień Waszego nowego nawyku!!!! To co? Podejmiecie wyzwanie? Nie macie nic do stracenia.

20 wskazówek jak nauczyć się skutecznie języka obcego" + planner!

Odbierz darmowy ebook

 

Udało się!

Pin It on Pinterest